19 saial, 1200 roku po Upadku
Wieczór
Trzy kamienne
mosty, prężące grzbiety jak leniwe kocury, z trzech stron
prowadziły do Upitej Syreny. Nad Vextus, Tarnem, Zantem i jego
podwładnym, Antonem, przejechała kolejka linowa świecąc
amberycznym reflektorem, a potem wpadła w ciemności nieskończonego
labiryntu jaki stanowiło Szalone Miasto. Przez chwilę światło
wagonika wysupłało z mroku zarysy kamieni i dwóch gargulców,
które wysuwały się ze ściany budynku górującego nad lokalem.
Niżej, kaskadą spadały dachy kolejnych budowli, jak pleśń
oblepiających wyższe konstrukcje.
Upita Syrena
znajdowała się na obrzeżach Numru, szyld z lubieżnej urody
kobietą-rybą potwierdzał, że trafili we właściwe miejsce, a
dobiegająca ze środka rzępoląca muzyka, że zabawa miała się
tam w najlepsze.
Przez
małe brudne okienka z trudem przeciskało się przytłumione światło
w kolorze psich szczyn.
![]() |
Upita Syrena - Szyld |
- Anton - Zant
odezwał się głosem, który miał w sobie coś takiego, że
nabierało się ochoty wykonywać polecenia. - Pokażesz moim
towarzyszom tych swoich koleżków, a ja w międzyczasie sprawdzę
teren, nie chcemy żeby ktoś nam zrobił głupi dowcip, prawda? -
wyszczerzył się paskudnie i nieszczerze, by po chwili przybrać
śmiertelnie poważny wyraz twarzy.
- Urocze
miejsce - mruknął Tarn. Jego ton sugerował coś na pograniczu
prawdy i sarkazmu. Mężczyzna miał na sobie wzmocnioną kurtkę ze
skóry krokodana. W kieszeniach ukrył pistolet i wahadełko.
Vextus ujęła
ramię teurga, gładząc je od niechcenia. Ostry makijaż nie pasował
do drobnej twarzy nepari, jednak spełniał swój cel. Nie różniła
się teraz tak bardzo od dziewek, które można było spotkać w
podobnie „kulturalnych” lokalach
- My za tobą
- zanuciła do Antona. Pistolet schowała pod lekką kurteczką, tak
by łatwo było po niego sięgnąć. Dawał nikłe poczucie
bezpieczeństwa.
Wnętrze
przybytku nurzało się w lepkim półmroku i równie agresywnym
alkoholowym zapaszku. Trunki podawali tu nawet niezłe, ale ich
koneserzy kompletnie nie znali słowa "umiar," więc i
obrazek nie był zbyt piękny.
Lokal miał
kamienne ściany, wspierane żelaznym rusztowaniem. Z sufitu zwisały
pordzewiałe kandelabry, na których świeciły żarówki, chociaż
nie wszystkie, a nawet nie większość.
Vextus powoli
wciągnęła powietrze. Woń ludzkiej chuci, woń alkoholu, smród
spoconych ciał i kwaśny odorek pijanego chłopa, zmieszany z tanimi
perfumami i pudrowym zapachem makijażu. Obrzydzenie mieszało się z
ekscytacją, kiedy dochodziło do niej, jak obce jest jej to miejsce,
jak wiele obmierzłych uczuć w niej wyzwala. Wypuściła rękę
Tarna przechodząc kilka kroków w bok.
Kakofonia
muzyki ściskająca się zalotnie z wysokimi okrzykami zwierzęcej
chuci.
Profanum,
profanum, profanum!
Vextus stąpała
powoli, jakby ogłuszona nadmiarem bodźców. Nie często odwiedzała
podobne miejsca. Do wilgotnych zakamarków Miasta zdołała
przywyknąć, do ciemności niosącej jęk konających. Do faktu, że
w Otchłani nawet śmierć obdarta była ze swego misterium. Była po
prostu końcem. Tu zaś, w tej świątyni flegmy i rozkładu,
zgnilizna tocząca umarły świat była tak cudownie żywa. Tak
cudownie odrażająca.
Niestety
muzyka, którą serwowano w Syrenie była już tylko odrażająca.
Pod ścianą, jacyś grajkowie próbowali swoich sił w grze na lutni
i tamburynie, ale prędzej odstraszyli by tym rzępoleniem demona niż
uwiedli publiczność. Tylko, że publiczności nie za bardzo to
przeszkadzało.
Jedni byli
zbyt spici, drudzy nie poznaliby porządnej muzyki nawet gdyby zlała
ich po mordzie i wsadziła żelazny pręt między pośladki. Reszta
była zbyt zajęta chędożeniem tanich panienek żeby zdać sobie
sprawę z czegokolwiek z wyjątkiem własnego kutasa i pary cyców
przed nosem. Jedna z dam uderzała wielkimi pośladkami o stół tak
głośno, że słychać było po całej sali rytmiczne: plask, plask,
plask. Inna, otoczona przez trzech amatorów brudnej miłości,
awanturowała się głośno, czasami przechodząc wręcz w
rozhisteryzowane piski, niezbyt chyba zadowolona z tego jak doceniano
tu jej urodę.
Tarn
zrozumiał, że poznaje głos tej dziewczyny, ale za cholerę nie
mógł skojarzyć skąd.
Niegdyś biała
szata terranki była brudna, ubabrana zarówno ziemią jak i krwią.
Trzech podpitych osiłków, śliniących się, niedomytych i
cuchnących tanim bimbrem, zdążyło właśnie rozerwać ją swoimi
wielkimi łapskami, tym samym uwalniając drobne piersi dziewczyny,
która rzucała się na wszystkie strony, krzyczała, pluła i
próbowała gryźć. Ale mężczyźni byli od niej silniejsi. Dwóch
przygwoździło jej ręce do stołu, a trzeci rozszerzył brutalnie
nogi. Spodnie miał opuszczone do kolan i widać było jego gruby
członek, czerwony i mokry od śluzu, który zbierał się na
żołędziu.
Tarn wreszcie
zrozumiał.
To była
Shani, kapłanka, którą poznał przeszło pół roku temu, daleko
na południu, w teokratycznej Kastii.
Shani
przerażona i bezsilna, osaczona przez świat, który nie znał
litości ani człowieczeństwa.
Nikt nie
przychodził dziewczynie z pomocą i nikt nie przejmował się jej
losem. Ignorowali jej wołania, jakby wcale nie darła się
wniebogłosy szukając ratunku. Grali w karty, popijali swoje trunki,
część nawet przyglądała się z zaciekawieniem, podniecona tym,
że dziewczynę brano siłą. Tarn zauważył nawet, że
młodzieniaszek pod ścianą gładził się między nogami, tak
bardzo podniecony był sceną.
Anton też nie
zareagował. Rozglądał się tylko po lokalu w poszukiwaniu ludzi, z
którymi mieli się spotkać. Jakby to wszystko było zupełnie
normalne, jakby nic się nie stało, jakby piski dziewczyny były
tylko dodatkową muzyką, akompaniamentem dla lutni i tamburynu.
Nepari drgnęła
spoglądając na teurga, a potem przeniosła wzrok na Antona, gestem
każąc mu poczekać.
Tarn
postanowił zignorować kapłankę. Uznał, że to nie jego sprawa,
każdy w końcu powinien radzić sobie sam, tak go przecież zawsze
uczono. Shani pewnie wpakowała się w to z własnej winy, powinna
uczyć się na...
- Przepraszam
na chwilę - Tarn usłyszał swój głos i ze zdziwieniem spostrzegł,
że wyrwał się w stronę dziewczyny.
Może tak
będzie lepiej? Drobny akt miłosierdzia, który potem poskutkuje
zaufaniem kapłanki? Tak, zaufanie zawsze przynosiło sowite plony, a
teurg dobrze wiedział, że Shani nie była zwykłą płotką.
Wyjął z
kieszeni wahadełko i skupił się na energii astralnej krążącej w
jego żyłach. Widział jak niewidzialne dla oczu niewtajemniczonych
nici zaczynają materializować się na ramionach krzyżyka, by
zaledwie kilka sekund później opleść ręce i nogi jednego z
osiłków.
Bingo!
Spętany
mężczyzna, samemu nie wiedząc, czemu to robi, puścił ramię
Shani i wydobył zza portek nóż. W następnej chwili, ku własnemu
przerażeniu, wbił go w kutasa swojego towarzysza. Zamiast spermy
polała się krew i to było ostatnie, co kiedykolwiek polało się z
tego narządu.
Vextus
zupełnie spokojnie oparła się biodrem o żelazny stół obok niej.
Nie wiedziała co takiego zrobił jej współpracownik i czemu w
ogóle zareagował. Nie wydawał się kimś, kogo obchodził los
innych istot.
Splotła ręce
na piersiach i z ciekawością przyglądała się przedstawieniu.
Kontrola umysłu? Tak, najwyraźniej tak. Jej zimne oczy pozbawione
były zarówno współczucia jak i obrzydzenia. Niczym dziecko,
przyjmowała świat takim jakim był.
Krwawy wytrysk
bryznął po ciele Shani malując czerwone łzy na jej piersiach i
twarzy; raniony mężczyzna ryknął próbując chwycić się za
obciętego fiuta, ledwo trzymał się na nogach, a krew lała się na
wszystkie strony.
Miał tak dużo
krwi, pomyślała nieprzytomnie Shani. Czemu ma tak wiele krwi…
Kapłanka
wrzasnęła niemal zupełnie tracąc kontakt z rzeczywistością.
Obleśna mieszanina smrodów i dźwięków, bezsilność, upokorzenie
i makabryczny teatr tuż przed nią. To wszystko stało się
nierealną fantasmagorią, zlewało się w jeden wielki obłęd i nie
mogło dziać się naprawdę! To nie mogło przydarzyć się jej!
Wszystko było nie tak!
Tarn również
pomyślał, że nie tak to miało wyglądać. Jeszcze wystraszy
kontakty Antona.
Osiłek,
którego ręką teurg dokonał masakry patrzył pusto na nóż, który
wciąż trzymał w dłoni. Czas zwolnił, niemal się zatrzymał,
wszystko było jak w sennym koszmarze.
Ludzie zerwali
się z krzeseł. Do niektórych bardzo powoli dochodziło co się
dzieje, ale drudzy natychmiast wyczuli krew; kochali ten zapach,
kochali zabijać. Błysnęły ostrza, szczeknęły bezpieczniki
pistoletów.
Trudno, stało
się. Widząc, że Shani nie jest skłonna do ucieczki, Rorden
przepchnął się do niej, chwycił za ramię i zaczął ciągnąc z
dala od całej awantury.
Shani szarpała
się nadal, ale jej ruchom brakowało zupełnie siły. Nagle
spojrzała na teurga i jej oczy jakby się rozjaśniły.
Poznała go.
Uśmiechnęła
się przerażająco smutno, a jej ciało zrobiło się wiotkie i
bezwładne jak skórzany worek.
- Tarn -
zdążyła wypowiedzieć jego imię zanim opuściła ją świadomość.
- Cholera –
teurg nie miał wyboru, powstrzymał dziewczynę przed upadkiem,
wziął ją na ręce i zaczął przeciskać się w stronę Vextus.
Psia mać,
a taka lekka się ta Shani wydawała.
W między
czasie zaczęło robić się gorąco, ruszyły pierwsze ostrza, ktoś
zamachnął się potłuczoną butlą celując w głowę Tarna, ktoś
inny rzucił się na bogom ducha winnego sąsiada. Poszedł pierwszy
wystrzał, na ziemię zwalił się pierwszy zawodnik z rozbitą
czaszką.
Wybuchł
chaos.
Nepari uniosła
delikatnie brew, a potem pochyliła się nagle i przyciągnęła do
siebie Antona. Wisząc na jego ramieniu uśmiechnęła się dość
nieprzyjemnie.
- Anton -
wymruczała, choć słychać było nieprzyjemną nutkę w jej głosie.
- Pokaż te kontakty, zanim nam ich niechcący kropną.
Wyprostowała
się widząc, że Tarn zbliża się z nieznajomą na rękach.
Terranka miała
sięgające do szyi jasnobrązowe włosy, brudne, tłuste i
posklejane. Była drobna i ładna, ale w boleśnie niewinny,
dziewczęcy sposób. Musiała mieć około szesnastu lat, może
trochę więcej. Przy tym wszystkim było w niej coś szlachetnego,
coś co zupełnie nie pasowało do tego miejsca i jeszcze bardziej
podkreślało jej upokorzenie.
- Przepraszam
za zamieszanie – Tarn mruknął do nepari krzywiąc się
niemiłosiernie. Cała ta sytuacja zupełnie mu się nie podobała.
Pocieszał się tylko myślą, że dziewczyna była tego warta.
Nie codziennie
znajduje się w zaplutej spelunce kapłankę będącą księżniczką
Kastii.
- Do diabła -
rzucił Anton pocąc się jak jasna cholera; nerwowo wodził
rozbieganymi oczami po sali, coraz bardziej zdenerwowany spektaklem,
który urządził Tarn. Krążył między stolikami unikając
kontaktu z kimkolwiek, ale wciąż nie mógł znaleźć ludzi, z
którymi mieli się spotkać.
- Nie widzę
ich! Na Otchłań, nie ma ich, jak Miasto kocham!
- Niedobrze, czyżby się wystraszyli? - nepari spojrzała na Antona unosząc
brew. - No? Co tak stoisz! Wyprowadź nas stąd skoro twoi goście
się zmyli!
Zerknęła na
Tarna i jego żywy tobołek wzdychając cicho.
- Mam nadzieję
że jakoś to potem wyjaśnisz. A teraz chodu, zanim nam czymś
przyłożą!
Manewrując
między rozwścieczonymi ludźmi udało im się dotrzeć do drzwi i
wypaść na zewnątrz. Większość motłochu rzuciła się na
mężczyznę teurgią zmuszonego pozbawić przyrodzenia swojego
kompana. Tamten nawet nie zauważył, kiedy zdzielono go ciężkim
żelaznym krzesłem. Leżąc na ziemi nie miał szans; posypały się
kopniaki, ktoś nawet przywalił ostrym narzędziem. Tylko wokół
pozbawionego członka dryblasa zrobiło się relatywnie pusto, nikt
nie chciał opaskudzić się krwią, która lała mu się spomiędzy
nóg. Tryskała jeszcze, kiedy leżał na ziemi jak trup.
Zresztą
prawdziwym trupem stał się w bardzo niedługim czasie.
Wypadli na
zewnątrz. Owionął ich zimny powiew Miasta, a dźwięki rozróby
stały się przytłumione, jakby dobiegające z innego świata. Ktoś
próbował dostać ich jeszcze poza lokalem i rzucił się za nimi,
ale Anton przytomnie zdzielił go drzwiami.
- Cholera
jasna, więc dali nogę – Tarn zgrzytnął zębami i poprawił
Shani, żeby nie spadła mu z ramienia. Rozglądał się po okolicy,
ale nie dostrzegł nikogo poza zwykłymi ludźmi, którzy dbali tylko
o to by nie zwrócić niczyjej uwagi. Nie zauważył też Zanta,
zresztą żadne z nich go nie zauważyło, a shee powinien do tej
pory wrócić z przeszpiegów.
Vextus
przesunęła dłonią po włosach, odsuwając się na wszelki wypadek
od okien. Dopiero wtedy spojrzała w kierunku Antona i zmarszczyła
brwi.
- Jeżeli
zmyli się w chwili, kiedy rozpoczęła się rozróba, nie mogą być
daleko. Wiesz o nich coś więcej, czy tylko to, że mieli tu być?
- Tamtego,
który pomagał waszemu truposzowi to nie znam - wyjaśnił Anton,
ruszając przed siebie. Wolał nie zostawać w okolicach Upitej
Syreny. - Ale co do tych dwóch jego koleżków, to wiem gdzie ich
szukać.
- Prowadź...
Nie, chwila! - odwróciła się i spojrzała na teurga a potem na
dziewczynę przerzuconą przez jego ramię. Uniosła wyczekująco
brew. - Raczej kiepski pomysł, by ją targać z nami. Zresztą dziś
już wystarczająco się naoglądała. Więc?
- Więc co?
Mam ją tu odłożyć i zostawić jako prezent dla innych zbójów?
Vextus
przewróciła oczyma.
- Nie
fatygowałbyś się z ujawnianiem i robieniem rozróby, gdyby nie był
to ktoś kogo znasz i komu chcesz pomagać. Daruj więc sobie
sarkazm. Pójdę z Antonem a ty zajmij się dziewczyną.
- A ty, moja
droga, nie mów mi co mam robić. Też zamierzałem porozmawiać z
tymi gośćmi. A ona to tylko chwilowa – zawahał się -
niedogodność.
Wróżka
przystanęła splatając dłonie na piersiach i unosząc dość
sugestywnie brew. Nic jednak nie powiedziała.
Tarn położył
Shani na ziemi i nie znając się zbytnio na metodach resuscytacji,
potrząsnął nią kilkakrotnie, mając nadzieję, że odzyska
przytomność.
- Shani! Obudź
się, do cholery!
Był zły, bo
prawdopodobnie przez nią uciekli ich niedoszli informatorzy. Nie
znosił kiedy coś szło nie po jego myśli.
- Jaki
drażliwy – Vextus prychnęła kładać dłoń na biodrze.
Praktycznie rzecz biorąc to przede wszystkim jej powinno zależeć
na powodzeniu misji, w końcu teurg był tylko zatrudnionym przez nią
współpracownikiem. Ale jego zapał i zaangażowanie wyraźnie
wykraczały poza normę i kobieta zaczynała nabierać niejakich
podejrzeń.
Chyba że
po prostu był perfekcjonistą. Chyba.
Zmarszczyła
brwi.
Shani ocknęła
się w końcu, ale leciała przez dłonie. Brudna, z odsłoniętymi
piersiami, w podartej szacie, poplamionej zaschniętą i świeżą
krwią, zarówno na twarzy jak i na ustach, z pozlepianymi, tłustymi
włosami, dziewczyna wyglądała nędznie i kompletnie bezbronnie.
Otworzyła oczy i wyciągnęła dłoń do twarzy Tarna. Dotknęła
policzka teurga drżąc. Uśmiechnęła się, ale wciąż była jakby
nie do końca w tym świecie.
Można
powiedzieć, że Tarn nieco się speszył, kiedy zaczęła mu
okazywać podobne czułości. Właściwie to gapił się na nią
pytająco, nie wiedząc, jak należy reagować w podobnych
sytuacjach.
- Zrobiłam
coś strasznie złego - wyszeptała z tym swoim niewinnym uśmiechem,
kompletnie nie pasującym do sytuacji i znowu straciła przytomność.
- O losie... -
nepari mruknęła pod nosem. W Lesie Niepamięci zjedli by ją żywcem.
- Daleko właściwie do tych twoich koleżków? - spojrzała na
Antona.
Shani
otworzyła nieznacznie usta, wciąż pozbawiona świadomości, a po
jej policzku pociekła pojedyncza łza.
Anton patrzył
na nią z powątpiewaniem. Był prostym mężczyzną z prostą
kanciastą twarzą i takimi samymi procesami myślowymi.
- Do tamtych
dwóch to trza do innej dzielnicy pójść - wyjaśnił i zbliżył
się z niezadowoloną miną do Tarna i Shani. - Ja ją poniosę,
krzepę jeszcze mam żeby takie truchło przerzucić przez ramię -
podrapał się po głowie. - Co to za jedna w ogóle, warto było
całą karczmę w taki burdel wpuszczać dla jednej panienki?
- Tak mi się
wydaje - odparł Tarn. Cóż... Duma dumą, ale koniec końców
praktykował na teurga, nie tragarza. Pomoc w niesieniu dziewczyny
przyjął. Anton wziął ją na ręce i poszedł przodem.
Teurg i wróżka
ruszyli za nim.
- Och, ci
ludzie w Syrenie byli niczym nieoswojone zwierzęta - Vextus zaśmiała
się cicho, spoglądając na Antona. - Czekali na pierwszy zapach
krwi, Tarn jedynie nieco jej upuścił żeby mogli ją zwęszyć i
rzucić się na siebie - wciągnęła powoli powietrze. - Taak, nie
on, to pewnie ktoś inny... Szkoda tylko, że w tak ważnej chwili.
- Nazywa się
Shani – wyjaśnił teurg. - Wysoko urodzona. Ale nie pochodzi z
Molocha. Nie wiem, gdzie obecnie się zatrzymuje. To stanowi pewien
problem.
Nepari
zmarszczyła nosek
- Zawsze
możemy wystawić ją w gablocie. Jak wysoko urodzona, to pewnie
właściciele się znajdą - wzruszyła ramionami, zrównała się z
Antonem ściągając kurteczkę i nakryła nią piersi dziewczyny. -
Skoro już ją taszczymy ze sobą, to niech przynajmniej nie dostanie
zapalenia płuc.
- Wolałbym
osobiście zwrócić ją "właścicielom" – ton teurga
był ni to poważny, ni to sarkastyczny. Vextus najwyraźniej
sarkazmu nawet nie podejrzewała. Jakby dla niej naturalnym było, że
to niewinne zwierzątko ma właścicieli.
- Dobrze
przynajmniej, że wiemy, gdzie tamtych można znaleźć, no i... Co z
naszym azashee?
- Zant to duży
chłopiec – Vextus uśmiechnęła się lekko. - Jestem pewna, że
nie musimy się o niego martwić.
Kiedy
odwróciła głowę, uśmiech nieco przybladł.
Zant
poszedł tylko na przeszpiegi, przecież nigdy nie zawodził na
misjach...
Zdusiła w
sobie odruch aby wrócić i zacząć go szukać. Pożaru, który
mogła rozniecić jego krew niby nie widziała. Tylko, że kamień i
żelazo nie płonęły, a on mógł spaść w Otchłań.
Tarn wzruszył
ramionami.
- Pewnie masz
rację. Nie sprawiał wrażenia łatwego do zabicia. Może postanowił
śledzić jednego z gości, który wydał mu się podejrzany?
- Na pewno. My
też nie traćmy czasu. Inaczej będzie marudził, że tylko on tu
pracuje.
- Racja.
Skąd ona
się tu wzięła? Teurg przyglądał się nieprzytomnej
dziewczynie. Cóż, pewnie się dowiem, kiedy wreszcie dojdzie do
siebie.
Zapadło
długie milczenie.
Na kamiennych
mostach, tarasach i platformach Numru było teraz niewielu ludzi,
jedynie gargulce wystające ze ścian wydawały się im przyglądać,
śledzić każdy nawet najmniejszy ruch. Pod mostami przewijały się
nieskończone serpentyny rur kanalizacyjnych; nad nimi lekko drgały
przewody linowej kolejki.
Vextus
patrzyła ponuro na Antona, czując dziwne napięcie. Niepokój rósł
z każdym przebytym metrem. Mimo, że opanowała się i nie odwracała
co chwila szukając w ciemnościach Zanta, jej wewnętrzny paranoik
szeptał o pułapce. Informatorzy nie pojawili się na miejscu
spotkania, Anton prowadził ich do jakiejś obcej dzielnicy, a Zanta
nie było.
Kobieta
odruchowo pogładziła kaburę pistoletu.
- Myślisz, że
chce nas oszukać? - Tarn zapytał szeptem, instynktownie wyczuwając
niepokój nepari. - Że specjalnie zostaliśmy rozdzieleni z Zantem,
a teraz idziemy prosto w pułapkę?
Spojrzała na
niego zaskoczona. Przez chwilę rozważała czy teurg nie czyta jej w
myślach. Potem utkwiła wzrok w platformie pod nogami.
- Nie wiem –
wyszeptała - ale przywykłam do gierek, do oszustw, do matactw. Do
tego... Jak weszliśmy do Upitej Syreny, też nie prowadził nas
prosto w dane miejsce. A fakt, że zrobiliśmy rozróbę, mógł mu
ułatwić sprawę. Do tego cała nasza misja jest podejrzana. A
jeżeli nawet nie maczał w tym palców? Zant nie wraca - zamyśliła
się by po chwili wyszczerzyć się w demonicznym uśmiechu. - Albo
mam paranoję. Widzisz, przywykłam do niego do tego stopnia, że
kiedy znika, zaczynam robić się nerwowa.
- Lepiej mieć
paranoję, niż okazać nieroztropność - skwitował szeptem Tarn, a
potem głośniej zmienił temat na zupełnie inny i bardziej
neutralny.
- Tak w ogóle
to skąd ją wytrzasnąłeś? - nepari spojrzała na nieprzytomną
dziewczynę. - To twoja przyjaciółka?
Na twarzy
teurga pojawił się grymas zbliżony do uśmiechu.
- Można to
tak ująć. Ale nie mam pojęcia, skąd się tu wzięła.
Wszystko
ginęło w złudnych światłocieniach, mrokach i półmrokach, a
chwilami atmosfera stawała się niemal oniryczna i nierealna,
jedynie co jakiś czas ten czy inny pomost oświetlała samotna
latarnia; gdzieś w oddali słychać było stłumiony płacz dziecka,
skądś indziej dochodziło wycie wiatru.
Vextus skinęła
głową. Szła trochę wolniej, ostrożnie rozglądając się wokoło.
Czasami miała wrażenie, że układ Miasta zmienia się, wędruje,
za każdym razem jest inny. Nieprzyjemne złudzenie.
- Daleko
jeszcze?
- Jasne, że
daleko - oznajmił Anton - To Moloch, tu wszędzie jest daleko, ale
po drodze trafimy na wasz kram i proponuje zostawić tam dziewkę, bo
ani to bezpiecznie z nią szlajać się po nocy - zaciął się na
chwilę - No, po prostu niebezpiecznie, a jak na Straż trafimy to w
ogóle głupio się będzie tłumaczyć, przecież ta panna jest
prawie naga, wyjdzie na to. że to ja ją napadłem, albo co. A potem
w kolejkę trzeba wsiąść, nie ma to tamto, pani tu musi od
niedawna mieszkać, za dużo Miasta nie poznała.
Zostawić w
jej kramie. Obcą dziewczynę. Między okultystycznymi przedmiotami,
niekiedy wartymi więcej niż jej własne suknie? Vextus, aż się
zapowietrzyła na ten pomysł. Spojrzała z gniewem na Tarna, a potem
na dziewczynę, ale koniec końców tylko westchnęła.
- Racja, to
jedyne rozsądne wyjście.